Piękne wrześniowe popołudnie. Właśnie wracałem z żoną z rodzinnego wyjazdu.
- Jacek zwolnij. – Moja żona jak zawsze pilnowała wskazówki
prędkościomierza.
- Spokojnie Maju. Chcemy już być w domu czy nie? Jestem
strasznie zmęczony. – Wskazówka przekraczała sześćdziesiąt kilometrów na
godzinę. Minęliśmy jeden zjazd i przejście dla pieszych. Na następnej krzyżówce
mieliśmy skręcić w prawo. Podczas skrętu przed maską pojawiła się postać. Czas
zamarł. Jedyne co czułem to mocne wciskanie pedału hamulca oraz zaciśnięcie rąk
na kierownicy. Widziałem jak osoba uderzyła głową w szybę tworząc na jej
powierzchni bardzo dużego pająka. Ciało
poderwało się i z impetem wyleciało w powietrze. Hamulec skutecznie zadziałał.
Wyhamowałem kilkanaście metrów dalej. Wszystko działo się jak na klatkach
przerywanego filmu. Żona wybiegła z auta i udała się do poszkodowanego.
Stwierdziłem że muszę odstawić auto w bezpieczne miejsce. Odjechałem kawałek,
zaparkowałem i uruchomiłem awaryjne światła. Wybiegłem z auta zabierając ze
sobą apteczkę samochodową. Do
poszkodowanego dobiegłem w ciągu kilku sekund.
Z ciała zostało bardzo mało. Worek połamanych kości. Opis martwego ciała
do dziś nie mogę wyprzeć z umysłu. Nie wiedziałem co mam uczynić. Ktoś
zadzwonił po pogotowie, druga osoba po policję. Zatrzymało się jeszcze jedno
auto oferując pomoc. Pogotowie przyjechało bardzo szybko. Stwierdzili zgon na
miejscu. Policja przekazała sprawę na
prokuraturę. Termin rozprawy przypadł dwa miesiące po wypadku. Nie mogę spać po
nocach i nigdy nie wsiądę do auta. Przyszedł moment rozprawy. Odczytano akt
oskarżenia według, którego spowodowałem śmiertelny wypadek, przekroczyłem
prędkość i zbiegłem z miejsca zdarzenia. Na nic moje tłumaczenia, że
przestawiłem tylko auto by nie spowodować dodatkowego zagrożenia. Najtrudniej
było mi spojrzeć w oczy matki zabitego chłopaka. Dowiedziałem się, że miał 18
lat i wracał od dziewczyny. Czasem jedna decyzja zmienia całe życie. Zapadł
wyrok 3,5 roku więzienia bez zawieszenia. Zostałem zaprowadzony po rozprawie do
poczekalni. Długo nie czekałem. Po chwili przyszło po mnie dwóch policjantów.
Zostałem zaprowadzony do radiowozu. Pierwsze dni w więzieniu nie były proste.
Ciężko się odnaleźć w nowym środowisku. Dostałem możliwość pracy w ośrodku z
ludźmi po wypadkach samochodowych. Każdego dnia żałuję tamtej chwili. Każdej
nocy mam przed oczami rozwaloną głowę tego mężczyzny. Do dziś nie potrafię
spojrzeć w lustro bez wstrętu dla samego siebie. Tak minęło już półtorej roku.
Zostało mi jeszcze dwa lata odsiadki. Dwa lata niewoli oraz całe życie
męczarni. Pamiętaj. Piętnaście mniej. Uratowało by życie. Nie popełnij tego
samego błędu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz