sobota, 7 marca 2015

Wypadek samochodowy

Piękne wrześniowe popołudnie.  Właśnie wracałem z żoną z rodzinnego wyjazdu.
- Jacek zwolnij. – Moja żona jak zawsze pilnowała wskazówki prędkościomierza.

- Spokojnie Maju. Chcemy już być w domu czy nie? Jestem strasznie zmęczony. – Wskazówka przekraczała sześćdziesiąt kilometrów na godzinę. Minęliśmy jeden zjazd i przejście dla pieszych. Na następnej krzyżówce mieliśmy skręcić w prawo. Podczas skrętu przed maską pojawiła się postać. Czas zamarł. Jedyne co czułem to mocne wciskanie pedału hamulca oraz zaciśnięcie rąk na kierownicy. Widziałem jak osoba uderzyła głową w szybę tworząc na jej powierzchni bardzo dużego pająka.  Ciało poderwało się i z impetem wyleciało w powietrze. Hamulec skutecznie zadziałał. Wyhamowałem kilkanaście metrów dalej. Wszystko działo się jak na klatkach przerywanego filmu. Żona wybiegła z auta i udała się do poszkodowanego. Stwierdziłem że muszę odstawić auto w bezpieczne miejsce. Odjechałem kawałek, zaparkowałem i uruchomiłem awaryjne światła. Wybiegłem z auta zabierając ze sobą apteczkę samochodową.  Do poszkodowanego dobiegłem w ciągu kilku sekund.  Z ciała zostało bardzo mało. Worek połamanych kości. Opis martwego ciała do dziś nie mogę wyprzeć z umysłu. Nie wiedziałem co mam uczynić. Ktoś zadzwonił po pogotowie, druga osoba po policję. Zatrzymało się jeszcze jedno auto oferując pomoc. Pogotowie przyjechało bardzo szybko. Stwierdzili zgon na miejscu.  Policja przekazała sprawę na prokuraturę. Termin rozprawy przypadł dwa miesiące po wypadku. Nie mogę spać po nocach i nigdy nie wsiądę do auta. Przyszedł moment rozprawy. Odczytano akt oskarżenia według, którego spowodowałem śmiertelny wypadek, przekroczyłem prędkość i zbiegłem z miejsca zdarzenia. Na nic moje tłumaczenia, że przestawiłem tylko auto by nie spowodować dodatkowego zagrożenia. Najtrudniej było mi spojrzeć w oczy matki zabitego chłopaka. Dowiedziałem się, że miał 18 lat i wracał od dziewczyny. Czasem jedna decyzja zmienia całe życie. Zapadł wyrok 3,5 roku więzienia bez zawieszenia. Zostałem zaprowadzony po rozprawie do poczekalni. Długo nie czekałem. Po chwili przyszło po mnie dwóch policjantów. Zostałem zaprowadzony do radiowozu. Pierwsze dni w więzieniu nie były proste. Ciężko się odnaleźć w nowym środowisku. Dostałem możliwość pracy w ośrodku z ludźmi po wypadkach samochodowych. Każdego dnia żałuję tamtej chwili. Każdej nocy mam przed oczami rozwaloną głowę tego mężczyzny. Do dziś nie potrafię spojrzeć w lustro bez wstrętu dla samego siebie. Tak minęło już półtorej roku. Zostało mi jeszcze dwa lata odsiadki. Dwa lata niewoli oraz całe życie męczarni. Pamiętaj. Piętnaście mniej. Uratowało by życie. Nie popełnij tego samego błędu.

Brak komentarzy: