piątek, 13 marca 2015

List

 Droga Natalio!
Dziękuje za Twój ostatni list. U mnie wszystko w porządku, zdrowie dopisuje jednak po głowie nadal kluczy mi pewna historia. Pisałem Ci o niej w ostatnim liście i prosiłaś bym rozwinął wątek. Jeżeli pozwolisz przejdę do opowiadania:
Światło z żarówek było wystarczająco jasne by oświetlić cały korytarz. Monotoniczne brzęczenie świetlówek było miarowe i wygrywało swoistą muzykę, w której mieszał się strach i nadzieja. Te mury widziały wiele. Wiele historii odbyło się na Sali operacyjnej. Korytarz był naocznym świadkiem wielu rodzinnych dramatów jak i wybuchów euforii. Niestety ściany milczą. Co jakiś czas w tym małym szpitalu przewijały się podobne historię. Rodzice jak zawsze siedzieli na ławce w poczekalni odliczając upływające sekundy. Sekundy, które wzmagały niepokój, strach i nadzieję. Ostatnią historię, opowiedział mi pewien lekarz. Przeprowadzał transplantacje serca, bardzo trudny zabieg , ale nie o tym tu mowa. Ponoć dawca pojawił się dość niespodziewanie i w niejasnych okolicznościach, lecz był to jedyny ratunek dla umierającego powoli  17 letniego chłopca o imieniu Maciek. Gdy tylko organ okazał się zdatny do przeszczepu lekarze przystąpili do pracy. Rodzice czekali w napięciu. Mijały godziny, jedna za drugą, zegarek nieubłaganie parł do przodu. Udało mi się spotkać mamę chwilę przed zakończeniem zabiegu. Dla zabicia czasu opowiedziała mi historię tego „organicznego cudu”. Widać było jak smagają nią emocje i typowy „moralniak”. W zasadzie stało się dobrze, że znalazł się organ. Za każdym narządem stoi śmierć, ale mimo wszystko może uda się uratować jeszcze jedno istnienie. Czerwona lampka zgasła. Zapaliła się zielona oznaczająca koniec operacji. Stanąłem z boku obserwując zafrasowaną parę i lekarza. Cały fartuch we krwi, oczy zmęczone od ostrego światła. Mówił coś cicho i niepewnie. Kobieta miała łzy w oczach, mężczyzna uścisnął dłoń lekarzowi po czym mocno przytulił żonę. Po kilku minutach z Sali operacyjnej wyjechało łóżko z młodym chłopakiem. Kroplówki ciągle były przypięte do jego ciała i wszystko rokowało pomyślnie. Tutaj kończy się moja wiedza. Więcej pary nie spotkałem, ani o nich nie słyszałem. Jeżeli znasz ich dalsze losy, albo chociaż się domyślasz jak mogły się one potoczyć odpisz mi w kolejnym liście.
                                                                                                       Pozdrawiam i tęsknie

                                                                                                                                       Mati

Brak komentarzy: