niedziela, 1 marca 2015

Tropiciel część11

Teren był trudny do ogarnięcia. Szlak kolejowy wiódł przez las, przecinając strome zbocze. Chris szukał miejsca, które widział we śnie. Według tego co podawało radio na tej trasie ma dojść jutro do wypadku. Do zdarzenia, które wydarzyć się nie ma prawa. Trasę znał już na pamięć. Cały dzień jeździł pociągiem w tę i z powrotem, bacznie obserwując teren. Wiedział, że gdzieś na tym szlaku dojdzie do tragedii. Był jedyną istotą, która jest w stanie zapobiec nieszczęściu.
Prawdopodobnie znał już miejsce ucieczki sukkuba. Czekał w ukryciu. Gęste krzaki dawały mu dobrą możliwość obserwacji, jednocześnie idealnie go maskowały. Zegarek wskazywał dwudziestą pierwszą pięćdziesiąt. W oddali było widać światła nadjeżdżającego pociągu. Spokojny wieczór. Skład przejechał obok ukrytego bohatera ze sporą prędkością. Wygląda na to, że dziś nastąpiło opóźnienie. Las ożył. Drzewa zaczęły szeleścić mimo braku wiatru. Słuchać kroki, chociaż bardziej przypomina to szaloną ucieczkę. Jest. Diablica ucieka co sił w nogach. Za nią pędzą dwa anioły. Jeden z nich pobiegł dalej do przodu. Drugi zatrzymał się na moment. Wyrwał szynę kolejową. Trzymając ją w ręce zmienił jej strukturę. Z szyny powstał trójząb. Widocznie różne kasty aniołów mają specyficzne umiejętności.

Chciał przeciąć im drogę. Gnał tak jak i oni na złamanie karku. Widział jak Chole karkołomnie zmienia kierunek biegu w prawą stronę. Bardzo mu to odpowiadało. Dostrzegł pieczarę, niestety nie dobiegł tam pierwszy. Anioły zdołały go wyprzedzić. Prędko wyciągnął dwa półautomatyczne pistolety. Naboje nie były zwykłymi, ołowianymi, zaostrzonymi pociskami. Trzon był diamentowy. Struktura tego kamienia stanowiła więzienie dla dusz i tych dobrych, i złych.  Złośliwie naboje były nazywane „bramą do czyśćca”. 
Wszystko wyglądało jak we śnie. Ciemna pieczara utrudniała orientacje. Czuł jej strach. Kierowany tym uczuciem dotarł do przeciwległej ściany, trzymając obydwa pistolety w pogotowiu. Najpierw dostrzegł Chole, jej forma  zrobiła na nim spore wrażenie. Nie  posiadała innego ciała. Dookoła jej postaci pojawiał się czerwony cień, który był idealnie synchronizowany z jej ruchami ciała. Po chwili mara zniknęła. Wiedział, że dziewczyna zbiera siły. W tym momencie zauważył ruch po jej prawej stronie. Bez wahania wycelował w czarną przestrzeń. Strzelił. Kula dosięgła jednego z prześladowców. Błysnęło, zagrzmiało i na ziemi pojawił się mały kamyczek ze złotym wypełnieniem.  Upadł trójząb. Drugi z tropiących rzucił się na demonicę. Chwila spokoju pozwoliła jej nabrać siły. Szybkim uderzeniem posłała prześladowcę na ziemię. Soczysty kopniak zafundował niedoświadczonemu aniołowi kontakt ze sklepieniem jaskini. Ciężko upadł niedaleko złotego klejnotu. Bez chwili zastanowienia zerwał się, złapał klejnot i podjął bieg o życie. Kobieta nie pozwoliła mu na spokojną ucieczkę. Chwyciła trójząb i z całej siły cisnęła go w kierunku uciekającego anioła. Trafiła bezbłędnie. Szpikulce przebiły mężczyznę na wylot. Nie było słychać nawet jego krzyku. Martwe ciało uniosło się i zaczęło się przemieniać. W miejscu denata pojawiło się wiele piór i białych gołębi.

Brak komentarzy: