Teren był trudny do
ogarnięcia. Szlak kolejowy wiódł przez las, przecinając strome zbocze. Chris
szukał miejsca, które widział we śnie. Według tego co podawało radio na tej
trasie ma dojść jutro do wypadku. Do zdarzenia, które wydarzyć się nie ma
prawa. Trasę znał już na pamięć. Cały dzień jeździł pociągiem w tę i z
powrotem, bacznie obserwując teren. Wiedział, że gdzieś na tym szlaku dojdzie
do tragedii. Był jedyną istotą, która jest w stanie zapobiec nieszczęściu.
Prawdopodobnie znał
już miejsce ucieczki sukkuba. Czekał w ukryciu. Gęste krzaki dawały mu dobrą
możliwość obserwacji, jednocześnie idealnie go maskowały. Zegarek wskazywał
dwudziestą pierwszą pięćdziesiąt. W oddali było widać światła nadjeżdżającego
pociągu. Spokojny wieczór. Skład przejechał obok ukrytego bohatera ze sporą
prędkością. Wygląda na to, że dziś nastąpiło opóźnienie. Las ożył. Drzewa
zaczęły szeleścić mimo braku wiatru. Słuchać kroki, chociaż bardziej przypomina
to szaloną ucieczkę. Jest. Diablica ucieka co sił w nogach. Za nią pędzą dwa
anioły. Jeden z nich pobiegł dalej do przodu. Drugi zatrzymał się na moment.
Wyrwał szynę kolejową. Trzymając ją w ręce zmienił jej strukturę. Z szyny
powstał trójząb. Widocznie różne kasty aniołów mają specyficzne umiejętności.
Chciał przeciąć im
drogę. Gnał tak jak i oni na złamanie karku. Widział jak Chole karkołomnie
zmienia kierunek biegu w prawą stronę. Bardzo mu to odpowiadało. Dostrzegł
pieczarę, niestety nie dobiegł tam pierwszy. Anioły zdołały go wyprzedzić.
Prędko wyciągnął dwa półautomatyczne pistolety. Naboje nie były zwykłymi,
ołowianymi, zaostrzonymi pociskami. Trzon był diamentowy. Struktura tego
kamienia stanowiła więzienie dla dusz i tych dobrych, i złych. Złośliwie naboje były nazywane „bramą do
czyśćca”.
Wszystko wyglądało jak we śnie. Ciemna pieczara utrudniała
orientacje. Czuł jej strach. Kierowany tym uczuciem dotarł do przeciwległej
ściany, trzymając obydwa pistolety w pogotowiu. Najpierw dostrzegł Chole, jej
forma zrobiła na nim spore wrażenie.
Nie posiadała innego ciała. Dookoła jej
postaci pojawiał się czerwony cień, który był idealnie synchronizowany z jej
ruchami ciała. Po chwili mara zniknęła. Wiedział, że dziewczyna zbiera siły. W
tym momencie zauważył ruch po jej prawej stronie. Bez wahania wycelował w
czarną przestrzeń. Strzelił. Kula dosięgła jednego z prześladowców. Błysnęło,
zagrzmiało i na ziemi pojawił się mały kamyczek ze złotym wypełnieniem. Upadł trójząb. Drugi z tropiących rzucił się
na demonicę. Chwila spokoju pozwoliła jej nabrać siły. Szybkim uderzeniem
posłała prześladowcę na ziemię. Soczysty kopniak zafundował niedoświadczonemu
aniołowi kontakt ze sklepieniem jaskini. Ciężko upadł niedaleko złotego
klejnotu. Bez chwili zastanowienia zerwał się, złapał klejnot i podjął bieg o
życie. Kobieta nie pozwoliła mu na spokojną ucieczkę. Chwyciła trójząb i z
całej siły cisnęła go w kierunku uciekającego anioła. Trafiła bezbłędnie.
Szpikulce przebiły mężczyznę na wylot. Nie było słychać nawet jego krzyku.
Martwe ciało uniosło się i zaczęło się przemieniać. W miejscu denata pojawiło
się wiele piór i białych gołębi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz