piątek, 27 lutego 2015

Tropiciel część 10

Obudził się z twarzą skierowaną ku podłodze. Kalendarz. Trzeba sprawdzić datę. Osiemnasty listopada. Dwa dni.
- Jedyne pociągi kursujące w tej godzinie to te z trasy Granville do New Province i powrotny.  
 Są takie dni kiedy wstajesz rano i wiesz, że dany dzień będzie trudny. Dzisiejszy dzień dla łowcy był, krótko mówiąc nie najlepszy. Obskurny dworzec nie poprawiał humoru. Informatorka podobnie. Wszystko wydawało się być pozbawione sensu.
- Pani chyba mnie nie zrozumiała. Chcę wiedzieć jaki pociąg kursuje na tej trasie między godziną dwudziestą pierwszą trzydzieści a w dwudziestą drugą trzydzieści. Jest mi to niezbędne. Proszę mi podać godziny wyjazdu danych składów.
- Są to ostatnie kursy wieczorne. Powtarzam. Nasz pociąg wyjeżdża z Granville o dwudziestej pierwszej trzydzieści. Na drugiej stacji będzie nie później niż o dwudziestej drugiej. Potem wraca. U nas na stacji powinien być planowo dwudziesta druga trzydzieści. Zrozumiał pan?

Melina była zaniedbaną salą produkcyjną. Kantorek gdzie się znajdywali aż prosił się o remont. Handlarz bronią patrzył na niego podejrzliwie.  Chris sprawiał wrażenie spokojnego chociaż było mu to wybitnie nie na rękę znowu gościć u starego Magnuma. Sytuacja była wyjątkowa.

- Jesteś pewien tego o co mnie prosisz Chris? 
 Mężczyzna wyglądał na emerytowanego wojskowego. Siwe, krótkie włosy, zmarszczki na twarzy, niebieskie, wręcz błękitne oczy. Nosił mundur. Wszystko wskazywało na dawną służbę w wojsku.
- Jestem pewien. Wiem, że to nie będzie łatwe, ale jest niezbędne. Pieniądze nie grają roli dostaniesz tyle ile chcesz plus coś ekstra. Potrzebuję to na jutro. Masz dwanaście godzin. Hojnie płacę a Tobie jest potrzebna kasa prawda? 
Znał odpowiedz.  Stary Magnum wydaje miesięcznie więcej pieniędzy na amunicję do broni  niż przeciętny mieszkaniec na opłacenie całego mieszkania. Weteran kochał strzelać.

- Będę tutaj jutro. Nie zapomnij. Te naboje nazywają się „ brama do czyśćca”. Na pewno zapamiętasz. Pamiętaj. Nie zepsuj tego.

czwartek, 26 lutego 2015

Tropiciel część 9

- Sam zwierzchnik Ameretat zstąpił na ziemię by ze mną pomówić. Czym zasłużyłem sobie na taki zaszczyt? – Chris sprawiał pozory osoby zaskoczonej chociaż doskonale znał powód wizyty protektora.
- Kłamstwo i sprawianie mylnych pozorów nie przystoi aniołowi. – Przybyły mężczyzna był niski, na oko miał nie więcej niż 165 cm, proste czarne włosy sięgały mu do ramion a niebieskie oczy przeszywały Chrisa. Sprawiał wrażenie osoby, która przeżyła na ziemi nie więcej niż pięćdziesiąt lat, chociaż łowca wiedział, że jego gość był tysiące razy starszy niż się wydawał. Głos przybysza był melodyjny, iście radiowy.
- Wiesz dlaczego przybyłem do Ciebie tropicielu. Znasz swoje powołanie. Ostatnio wypuściłeś sukkuba żywego. To niedopuszczalne. Niezgodne z powołaniem. Mam nadzieje, że to ostatnia chwila słabości.

- Oczywiście. – Lekcja pokory. Wiedział że czeka go ostra reprymenda. Przeliczył się.  Jego cherubin nie rozwodził się nad wątpliwościami walki dobra i zła. Rozkaz był prosty. Bezwzględnie wyeliminować demona.
Kolejny raz ten sam sen. Koszmar męczył go od tygodni. Za każdym razem wyglądał tak samo.

Dwa anioły goniły ją po nieboskłonie. Wiedziała, że w powietrzu nie da im rady. Z jednym, niedoświadczonym dała by sobie radę. Z dwoma nie miała najmniejszych szans. Wylądowała między drzewami i rozpoczęła karkołomną ucieczkę po stromym zboczu. Tropiciele nie odpuszczali. W demonicznej postaci ściągała ich uwagę, jednak w ludzkiej skórze nie dała by im rady. Teleportacja nie wchodziła w grę. Nie miała już siły. Po lewej stronie za wykrotem zauważyła jaskinię. Bez wahania zmieniła kierunek biegu udając się do pieczary. Wiedziała, że musi postawić wszystko na jedną kartę. Pościg  był kilkadziesiąt metrów za nią wiec w biegu przybrała ludzką postać. Dopadła do groty Zapanowała cisza. Była pewna, że widzieli gdzie uciekła. Znalezienie jej to kwestia czasu. Zbierała energię. Może uda się jeszcze uciec.  W ludzkiej postaci szybciej kumulowała się moc. Jeszcze moment i uda jej się przenieść na drugi koniec świata. Zimno przeszyło jej ciało. Powoli spojrzała na swój brzuch. Z jego wnętrza wystawały trzy długie na łokieć kolce. Została przebita trójzębem. Świat zwolnił. Upadając widziała dwóch tropicieli z białymi skrzydłami. Ostatni widok w jej życiu. Kolejny sen. Wiadomości. Data wskazywała na dwudziestego października „Pociąg wykoleił się przy Ylinesad. Co dziwne po prostu brakuje kawałka torów. Pobieżne oględziny wskazują na kradzież szyn kolejowych przez złomiarzy. Co ciekawe wcześniejszy pociąg jadący tą samą trasą trzydzieści minut temu nie napotkał żadnych przeszkód. To były fakty o godzinie dwudziestej trzeciej. Specjalnie dla Granville Domesky”.


środa, 25 lutego 2015

Tropiciel część 8



Vulnuse visne uratowało mu skórę już wiele razy. Sposób przyrządzenia był banalnie prosty do gotującego się mleka trzeba dodać przygotowany wywar z korzenia wrzosu, kory lapacho, owocu żurawiny, kwiatu nagietka i siężygronu. Miksturę należało wypić. U aniołów neutralizowała wszystkie skutki trucizn i zasklepiała rany a dla innych stworzeń była śmiertelna mieszanką. Do pomieszczenia dochodziły pierwsze promienie słońca gdy ciche echo teleportacji rozbrzmiało w budynku. Nikt nie zwrócił na to uwagi.

- Dlaczego mi pomagasz? – Jego głos był zimny, podobnie jak jego oczy.

- Trucizna działa. Powiedz mi gdzie masz leki bo inaczej zostaniesz odesłany. A przecież tego nie chcesz. – Kobieta uśmiechnęła się szeroko. Ubrana była w zwykłą koszulkę i jeansy a potrafiłaby zawrócić w głowie każdemu człowiekowi.

- Nie odpowiedziałaś na moje pytanie diablico.

- Wyda Ci się to głupie ale mamy podobny cel. Nie bądź podejrzliwy. Gdybym chciała Cię zabić zrobiłabym to już dawno temu. Co mam Ci dać by trucizna przestała Cię męczyć.

- W kuchni w pierwszej szafce jest mała skrzynka. Jest tam fiolka o napisie vulnuse visne. Zagotuj szklankę mleka wlej mieszankę i dobrze wymieszaj. Potem mi to podaj. W żadnym razie nie próbuj. Możesz od tego zginąć.

Ku zdziwieniu diablica chętnie poszła do kuchni i przygotowała napar. Lek tak jak przewidywał w mig postawił go na nogi. Po ranie została tylko szpetna blizna.

- Kim jesteś? Dlaczego mi pomogłaś? Dlaczego uratowałaś kobietę na przejściu? Dlaczego mi się śnisz? – Wyrzucił w końcu te pytania, które nurtowały go od wielu tygodni.

- Powoli nie wszystko naraz. Kim jestem? Nazywam się Chole. Demon z gwardii Cupiditas. Jedyna w pełni żeńska gwardia jaka istnieje w piekle. Ogólnie jest więcej gwardii…

- Dokładniej pięć. – Przerwał jej w połowie zdania. – Ira to gwardia gniewu. Bellum to grupa od wojny…

- A Homicidium to demony czerpiące dodatkową przyjemność z mordowania. Jest jeszcze grupa Plaga odpowiadająca za choroby i najpotężniejsza sekta Mortem. – Nie pozostała mu dłużna.

- Do niedawna najpotężniejszą gwardią było Bellum. Co się zmieniło? – Nowa informacja zupełnie zbiła go z tropu.

- Mało o nas wiesz tropicielu. Każda kasta czerpie dodatkowe przyjemności gdy ofiara będzie się bardzo bać przed śmiercią. Strach i krew to nasze pożywienie. Dodatkowo dla przykładu gdy sekta Bellum rozpęta wojnę czerpią z niej moc. Każda gwardia bierze dodatkowe korzyści z czynności, które ma w nazwie. Pojmujesz? A co do degradacji … Bellum wysłało za dużo demonów podczas ostatniej wielkiej wojny i teraz liżą rany.

- Powinienem Cię już dawno odstrzelić jak tego wilka w lesie.

- Pistolet masz koło łóżka. Jeśli chcesz zrób to. – Zniknęła zostawiając go sam na sam z wieloma myślami.

wtorek, 24 lutego 2015

Tropiciel część 7

Chris obudził się zlany potem. Wskazówka zegara zatrzymała się na godzinie piątej piętnaście. Sekundnik odmierzał kolejne chwile do wschodu słońca. Mężczyzna usiadł na skraju łóżka, rozmyślając o swoim śnie. Łowca nie czuł jej strachu. Diablica złapana przez inne demony. Ironia losu. Jego skroń zaczynała intensywnie pulsować. Znajome uczucie strachu wypełniło jego wnętrze, chociaż epicentrum wskazywało na odległy o kilka kilometrów las. Przeczucie nigdy nie było mylne. Wyszedł z mieszkania, zamknął drzwi. Motor będzie za głośnym środkiem transportu. Chris ruszył w kierunku włazu dachowego. Kłódka wisiała przy łańcuchu. Wyjdzie było zablokowane, ale nie stanowiło to większego problemu. Anioł pewnie chwycił za kłódkę i mocnym szarpnięciem rozerwał mocowanie. Po chwili znajdował się już na płaskim dachu. Chwila koncentracji. Ból. Uczucie, którego nie sposób porównać do czegokolwiek. Blizny na jego plecach ponownie się otworzyły. Krew strumyczkiem popłynęła po plecach. W mgnieniu oka z pleców wyrosły dwa śnieżnobiałe skrzydła. Skóra przyległa do korzeni skrzydeł zasklepiając ranę. Grymas jego twarzy wskazywał że to uczucie nie należało do najprzyjemniejszych w jego życiu. Ostatnie co się zmieniło to kolor jego oczu. Z zimnych niebieskich oczu na zielone. Spokojnie podszedł do skraju dachu. Szybki skok i zaczyna się lot. Skrzydła machinalnie zaczęły pracować niosąc łowcę w wyznaczonym kierunku. Lot minął bardzo szybko. Las zbliżał się w bardzo szybkim tempie. Skroń pulsowała coraz mocniej. Lądowanie przebiegło bez problemu. Mgła jeszcze nie podniosła się z ziemi Nagle dało się słyszeć długi i przeraźliwy krzyk. Szybko udało się zlokalizować właściciela tego przeraźliwego głosu. A w sumie to o zostało z człowieka. Pierwszą znalazł rękę. W połowie odgryzioną. Kość ramieniowa wystawała ze stawu łokciowego. Rozstaw zębów łatwo sugerował na zwierzę o mocnym ścisku. Ta ręka została odgryziona i oderwana. Ślady krwi doprowadziły go do tułowia ofiary. Ciało leżało bez brakującej kończyny kilkanaście metrów od ramienia. Brakowało tylko głowy. Coś zaszeleściło w krzakach kilka metrów dalej. Chris odruchowo wyciągnął i odbezpieczył broń. Trwało to mniej niż mgnienie oka. Tupnął ostrzegawczo, ciągle celując w mały gąszcz. Zdezorientowany zając bardzo szybko zmienił kryjówkę. Kamień spadł z serca łowcy. Smród krwi przeważał w powietrzu. Warknięcie. Dobiegało zza pleców bohatera. Wilk zaatakował. Skrzydła nie zanikły, więc manewr nie był trudny. Mocne machnięcie skrzydłami i już znajdował się w powietrzu. Bestia nie spodziewała się takiego obrotu sprawy. Jej zręczność nie mogła dorównać zręczności anioła. Gdy zdezorientowany agresor wpadł w zarośla Chris wylądował, wyciągnął broń i czekał. Chciał się przyjrzeć domniemanemu demonowi. Nie zawiódł się. Z zarośli wyszła człekokształtna postać stojąca na dwóch tylnych łapach posiadała dziwnie wydłużony pysk. Oczy miał bardzo wąskie, prawdopodobnie bardzo słabo widział. Szpiczaste uszy to jedyna pozostałość po wilczej postaci. Wydłużone łapy zakończone były ostrymi pazurami. Padł strzał. Bestia upadła. Po chwili dwa kolejne demony zaatakowały łowcę od tyłu. Nie zdążył ich zauważyć. Przygnieciony ich ciężarem upadł na ziemię. Silne uderzenie ćwiekowaną rękawicą rozrzuciło dwa demony. Cudem nie został pogryziony. Przy upadku zgubił pistolety więc nie był w stanie szybko pozbyć się atakujących. Jeden z demonów skierował łeb w jego stronę i kłapnął paszczą. Kawałek drzewa obok bohatera został wygryziony i znalazł się w pysku potwora. Ratowały go jedynie uniki. Czekał na dogodny moment by podbiec do jednej z tych bestii. Szczęście dziś mu sprzyjało. Po kolejnym uniku znalazł się za plecami jednego z demonów. Drugi stwór wypluł kawał ziemi i patrząc się prosto w oczy łowcy ponownie kłapnął paszczą. Chris zdążył się schylić. Posoka trysnęła. W paszczy demona pojawił się spory fragment szyi drugiego potwora. Anioł dostrzegł jeden z pistoletów. Szybki ruch skrzydłami i znalazł się obok broni. Szybki strzał dobił krwawiącą bestię. W tym samym momencie poczuł jak ostre zęby wbijają mu się w prawą dłoń. Ból był nie do opisania. Mocne uderzenie rękawicą zwaliło potwora z nóg. Krew przeciekła przez ubranie. Szybko podniósł ze ściółki broń lecz upływająca krew powodowała, że nie był w stanie skupić się na dokładnym wycelowaniu. Strzelił. Chybił. Bestia zaatakowała ponownie. Tropiciel nie miał siły się nawet bronić. Przysiadł na ściółce i czekał na atak. Trucizna zawarta w ślinie demona zaczynała działać. Nawet anioły nie są na wszystko odporne. Zamiast wycia zwycięstwa usłyszał ledwo skowyt mordowanej bestii. Skupił wzrok i uniósł broń. Z trudem rozpoznał osobę, która go uratowała. To była śniąca mu się od wielu miesięcy diablica.

poniedziałek, 23 lutego 2015

Tropiciel część 6



„ Mężczyzna z podciętym gardłem zginął z rąk prostytutki – szabrowniczki” No nieźle. Jeszcze dobrze nie przycichła sprawa z rozróbą w barze a tu media zwęszyły kolejną aferę. Od bójki w barze minęło dwa miesiące. Od napadu Sukkuba tydzień. Media działają szybciej niż agencja wywiadowcza.

Kolejny sen, kolejna projekcja. Deja vu. Okoliczności się nie zmieniły. Ofiara znów prowadziła sukuba do domu. Scenariusz był ten sam. Mężczyzna rozbierał się i czekał aż to samo zrobi kobieta. Diablica i tym razem wbiła mężczyźnie nóż w gardło. Dało się słyszeć ledwie gulgot. Po chwili mężczyzna zaczął płonąć. Nie pozostało po nim nic tylko kupka popiołu.

Następne tygodnie mijały spokojnie. Żadnej aktywności ze strony demonów do czasu….

Dwóch drabów wchodzi do piwnicy powolnym, spokojnym krokiem. Ich oczy są czarne. Miejsce przebywania więźnia było celą. Dwóch osiłków nie mogło się pomieścić w środku pomieszczenia. Demon ma wykręcone przeguby rąk. Nie zmieniała się. Nie miała siły. Zwisała bezwładnie skrępowana grubym łańcuchem. Nogami nie dosięgała ziemi. Wydawało się, że jest martwa.

- Zaczniesz w końcu mówić? – Basowy głos mężczyzny rozebrzmiał w piwnicy. Diablica ledwo podniosła głowę, spojrzała na oprawcę i soczyście splunęła mu w twarz. Nie czekała długo na odpowiedz. Drab uderzył ją nasadą pięści w szczękę a moc uderzenia odrzuciła jej głowę w tył Oprawca się przemienił. Szybko, w ciągu mgnienia oka. Na czole pojawiły się dwa długie rogi, mięśnie znacznie urosły a twarz zdobił bardzo nieładny grymas.

- A teraz Chowie powiesz mi wszystko co chcę wiedzieć albo odeślę Cię do piekła. – Diablica z trudem spojrzała mu w oczy. Na jej twarzy zatańczył uśmiech.


niedziela, 22 lutego 2015

Tropiciel część 5



Diablica z natury powinna siać zło. Czemu uratowała tego mężczyznę? – Nocne przebudzenia nigdy nie były miłe. Ale sen na szczęście przyszedł szybko.

Znowu zbudził go krzyk. W śnie widział jak kobieta prowadzi mężczyznę do domu, jak się przed nim rozbiera. Idealnie było widać podniecenie w oczach nieco pijanego już mężczyzny. Kobieta była bardzo piękna, jej uwodzicielski wzrok potrafił przełamać nawet najtwardsze serce. Stała przed nim naga wolno całując go w usta. Mężczyzna pośpiesznie rozebrał się i czekał. Z jego gardła wydobył się krzyk.

Przeczucie wiodło go w wschodnią część miasta. Zatrzymał się pod blokiem jednego z wielu wieżowców. Stąd dochodziło ostatnie echo strachu. Otworzył drzwi i poczuł ostry zapach krwi. Kolejna bardzo przydatna umiejętność. Oprócz krwi czuł strach ofiary. Nie było wątpliwości. Z każdym piętrem uczucia były silniejsze. Drzwi. Najzwyklejsze frontowe drzwi których pełno w tym bloku. Te jednak są wyjątkowe. Czuć od nich śmierć. Wyważenie drzwi nie było trudne. Puściły już po pierwszym uderzeniu, wcale nie były zamknięte. Smród krwi był nie do zniesienia. W domu nie było czuć już obecności demona. Jedyne co po sobie pozostawił to mężczyznę z poderżniętym gardłem i spodniami opuszczonymi do połowy. Chris spokojnie sprawdził wszystkie pomieszczenia skrupulatnie unikając pozostawienia jakichkolwiek śladów. Oględziny dużo nie pomogły. Nie było widocznych znaków włamania. Ofiara znała sprawcę. On też wiedział z kim ma do czynienia. Teraz należało się szybko ulotnić zanim ktoś powiąże jego osobę z zaistniałą sytuacją.

sobota, 21 lutego 2015

Tropiciel część 4



Środek nocy. Mieszkanie, które wynajmował znajdowało się na ostatnim piętrze kamienicy. Jedyne co interesowało wynajemcę był czynsz, który regulowany był w terminie dlatego też właściciel nie wtrącał się w jego życie prywatne. Często dało się słyszeć krzyki, które wydawał w nocy. Lokatorzy wiedzieli o jego nocnych koszmarach, więc nikt nie dopytywał co się działo. Tej nocy spał spokojnie, chociaż sny nosiły go daleko poza granice mieszkania.

-Dobra Joe pora wracać do domu. – mężczyzna w średnim wieku udał się w kierunku roweru. Jego zmiana właśnie się skończyła. Spojrzał na zegarek. Północ. Osiem godzin pracy i nadgodziny potrafią zmęczyć człowieka. Droga do domu zajmowała niecałe dwadzieścia minut a odkąd Tommy naprawił rower. Podróżował dwa razy szybciej mimo. I dobrze. Był potrzebny w domu. Jego żona Jessica była w ósmym miesiącu ciąży, wiedział że jest jej potrzebny. Trasa nie sprawiała trudności, wiodła przez jedyne skrzyżowanie w okolicy. Mężczyzna jechał powoli, na drugiej stronie jezdni ujrzał kobietę. Nie zwracając na nią uwagi wjechał na jezdnię. Z lewej strony ujrzał pędzącą ciężarówkę, wiedział że nie uskoczy. Zamknął oczy czekając na uderzenie. Ból nie nastąpił. Gdy w końcu Tommy przełamał strach i otworzył zaciśnięte powieki ujrzał postać stojącą obok niego. Młoda kobieta uśmiechnęła się delikatnie i nim mężczyzna zdążył otrząsnąć się z szoku odeszła.

piątek, 20 lutego 2015

Tropiciel część 3

Nie był mordercą do wynajęcia. Chociaż niektórzy go za takiego uważali.  Sam siebie też uważał za mordercę. Za zimnego profesjonała, zabijającego wszelkie zło jakie spotka na swojej drodze. A jednak jego natura nie pozwalała mu zabijać każdego demona. To był paradoks, którego sam nie rozumiał. Po ostatnim polowaniu wrócił do swojego wynajętego mieszkania. Pistolety były dobrze schowane pod skórzaną kurtką, ponieważ przypięte do ud za bardzo rzucały się w oczy. Nikt nie miał prawa ich widzieć. Jego dom nie był luksusowy. Salon był połączony z sypialnią. O ile można tak nazwać pomieszczenie gdzie znajdowała się stara kanapa. Kuchnia też pozostawiała wiele do życzenia. Stara umywalka, stół zawalony papierami, kilka krzeseł, parę szafek i duża pusta lodówka. Łowca nie odczuwał głodu, dlatego z tego pomieszczenia stworzył sobie coś na styl gabinetu.  Mała i skromna łazienka zawierała tylko najpotrzebniejsze sprzęty w tym prysznic i toaletę. Kafelki były w opłakanym stanie, jednak warunki wystarczały by utrzymać niezbędną higienę. Wszędzie panował okropny nieład.  Chris dużo nie potrzebował.  Często przyglądał się sobie w lustrze zastanawiając się nad sensem jego działań. Polował na demony i odsyłał je w należne im miejsce. Świat był dzięki niemu bezpieczniejszy. Niestety nie posiadał zmysłów mówiących o tym gdzie i kiedy dany demon wychodzi z Wyłomu. Reagował tylko na ludzki strach. To, co cieszy demony było dla niego alarmem. Często zdarzało się, że bezsilna policja prosiła go o pomoc w śledztwie. Zawsze odmawiał. Nadszedł czas obmycia się z krwi demona. Ściągnął koszulkę i przyjrzał się mięśniom. Był bardzo dobrze zbudowanym mężczyzną a sylwetki mógł mu zazdrościć nie jeden człowiek. Jego plecy szpeciły dwie blizny ulokowane równo na łopatkach. Znamiona po skrzydłach.  Nie mógł ich nosić cały czas. Wyrastały mu podczas przemiany. Teraz był zwykłym człowiekiem mającym swoje problemy i zmartwienia. Anielską formę mógł przybrać tylko w walce.  Poza tym nie miał innych blizn. Ubrania rzucił do pralki sam zafundował sobie miły, gorący i odprężający prysznic. Chwilę trwało zanim kompletnie się uspokoił. Ten rok był bardzo trudny. W małym miasteczku o nazwie Granville nigdy nie miało miejsca aż tyle zbrodni.


czwartek, 19 lutego 2015

Tropiciel część 2

Kolejny huk. Tym razem przez szybę wyleciał dziwny kształt w niczym nie przypominający mężczyzny, który jeszcze godzinę temu pił spokojnie kawę w barze.  Dziwna postać szybko pozbierała się z ziemi, lecz zanim zdążyła pewnie ustać na nogach kolejny bardzo mocny cios posłał bestię na łopatki.
- Przemieniaj się. Szkoda czasu na walkę z tak słabą istotą.

Blond włosy zaczęły falować pomimo braku wiatru.  Jego głos był zimny. Jak zawsze gdy polował. Demon podniósł się na nogi, paskudnie uśmiechnął i zaczął się przemieniać. Gapie już dawno opuścili placyk przed barem. Najodważniejsi byli skryci wiele metrów od lokalu więc i dużo nie widzieli. Transformacja nie trwała długo. W miejscu gdzie stał nosiciel pojawiła się bestia wzrostem dorównująca łowcy, lecz znacznie lepiej zbudowana. Szczęki zostały wysunięte mocno do przodu, oczy się zwęziły najwyraźniej nie przyzwyczajone do blasku słońca.  Łapy wydłużyły się dwukrotnie a  zakończone szponami paluchy stały się naprawdę groźne. Demon wyglądał jak siedem nieszczęść, o których sam Bóg już dawno zapomniał. Nie sprawiło to jednak większego zdziwienia w oczach młodzieńca. Bestia zaatakowała celując ostrymi pazurami w twarz łowcy. Dobrze wykonany unik wyniósł bohatera za plecy demona. Metalowe okucie glanów trafiło stwora w staw kolanowy łamiąc go z trzaskiem. Kolejny kopniak był wymierzony w szczękę. Potwór nie miał szans na wykonanie jakiegokolwiek manewru. Głowa bezwładnie odleciała w tył, ciągnąc za sobą całe cielsko. Bestia wpadła z powrotem do kawiarni, niszcząc przy okazji drzwi i drogi barek. Chris spokojnie wszedł do lokalu i dał chwilę czasu demonowi. Monstrum nie czekając zaatakowało z wyskoku. Łowca był szybszy.  Pozwolił stworowi upaść na parkiet i dwoma uderzeniami położył bestię na ziemię po czym z bliska oddał kilka strzałów z broni, którą przy sobie nosił. Okrutny okrzyk przeszył okolicę. Ostatni ryk jaki wydał potwór. Ciało zapaliło się, a po chwili został tylko popiół. Demon wrócił do swojego świata.

środa, 18 lutego 2015

Tropiciel część 1

Wyżej, dalej, jeszcze trochę. Przebyłeś długą drogę. Jeszcze trochę i wyjdziesz  z Wyłomu. Tyle demonów dało radę, to dlaczego Tobie ma się nie udać? Jeszcze trochę i poczujesz upragniony powiew powietrza. Jeszcze trochę i zaczniesz siać zło…

Padł strzał. W małej kafejce mężczyzna wstał i zaczął zabijać. Brutalnie. Gdyby znalazł się odważny śmiałek, który zerknąłby przez niezakrwawione okno, zobaczyłby mężczyznę o słabym umięśnieniu, rozrywającego kolejną ofiarę. Robił to z dziecięcą łatwością, używając tyle siły, ile potrzebuje przeciętna osoba do przerwania kartki papieru. Zaobserwowałby też jak do baru wpada człowiek o krótkich, blond włosach ułożonych w lekkiego irokeza.  Dałoby się zobaczyć niebieską koszulkę idealnie oddająca kolor jego oczu. Zimnych oczu. Jego wzrok sprawiał, że włosy jeżyły się na głowie. Czarne skórzane spodnie kryły w sobie dwa pistolety umocowane do ud. Więcej śmiałek nie byłby w stanie zobaczyć.