Chris obudził się zlany potem. Wskazówka zegara zatrzymała się na godzinie piątej piętnaście. Sekundnik odmierzał kolejne chwile do wschodu słońca. Mężczyzna usiadł na skraju łóżka, rozmyślając o swoim śnie. Łowca nie czuł jej strachu. Diablica złapana przez inne demony. Ironia losu. Jego skroń zaczynała intensywnie pulsować. Znajome uczucie strachu wypełniło jego wnętrze, chociaż epicentrum wskazywało na odległy o kilka kilometrów las. Przeczucie nigdy nie było mylne. Wyszedł z mieszkania, zamknął drzwi. Motor będzie za głośnym środkiem transportu. Chris ruszył w kierunku włazu dachowego. Kłódka wisiała przy łańcuchu. Wyjdzie było zablokowane, ale nie stanowiło to większego problemu. Anioł pewnie chwycił za kłódkę i mocnym szarpnięciem rozerwał mocowanie. Po chwili znajdował się już na płaskim dachu. Chwila koncentracji. Ból. Uczucie, którego nie sposób porównać do czegokolwiek. Blizny na jego plecach ponownie się otworzyły. Krew strumyczkiem popłynęła po plecach. W mgnieniu oka z pleców wyrosły dwa śnieżnobiałe skrzydła. Skóra przyległa do korzeni skrzydeł zasklepiając ranę. Grymas jego twarzy wskazywał że to uczucie nie należało do najprzyjemniejszych w jego życiu. Ostatnie co się zmieniło to kolor jego oczu. Z zimnych niebieskich oczu na zielone. Spokojnie podszedł do skraju dachu. Szybki skok i zaczyna się lot. Skrzydła machinalnie zaczęły pracować niosąc łowcę w wyznaczonym kierunku. Lot minął bardzo szybko. Las zbliżał się w bardzo szybkim tempie. Skroń pulsowała coraz mocniej. Lądowanie przebiegło bez problemu. Mgła jeszcze nie podniosła się z ziemi Nagle dało się słyszeć długi i przeraźliwy krzyk. Szybko udało się zlokalizować właściciela tego przeraźliwego głosu. A w sumie to o zostało z człowieka. Pierwszą znalazł rękę. W połowie odgryzioną. Kość ramieniowa wystawała ze stawu łokciowego. Rozstaw zębów łatwo sugerował na zwierzę o mocnym ścisku. Ta ręka została odgryziona i oderwana. Ślady krwi doprowadziły go do tułowia ofiary. Ciało leżało bez brakującej kończyny kilkanaście metrów od ramienia. Brakowało tylko głowy. Coś zaszeleściło w krzakach kilka metrów dalej. Chris odruchowo wyciągnął i odbezpieczył broń. Trwało to mniej niż mgnienie oka. Tupnął ostrzegawczo, ciągle celując w mały gąszcz. Zdezorientowany zając bardzo szybko zmienił kryjówkę. Kamień spadł z serca łowcy. Smród krwi przeważał w powietrzu. Warknięcie. Dobiegało zza pleców bohatera. Wilk zaatakował. Skrzydła nie zanikły, więc manewr nie był trudny. Mocne machnięcie skrzydłami i już znajdował się w powietrzu. Bestia nie spodziewała się takiego obrotu sprawy. Jej zręczność nie mogła dorównać zręczności anioła. Gdy zdezorientowany agresor wpadł w zarośla Chris wylądował, wyciągnął broń i czekał. Chciał się przyjrzeć domniemanemu demonowi. Nie zawiódł się. Z zarośli wyszła człekokształtna postać stojąca na dwóch tylnych łapach posiadała dziwnie wydłużony pysk. Oczy miał bardzo wąskie, prawdopodobnie bardzo słabo widział. Szpiczaste uszy to jedyna pozostałość po wilczej postaci. Wydłużone łapy zakończone były ostrymi pazurami. Padł strzał. Bestia upadła. Po chwili dwa kolejne demony zaatakowały łowcę od tyłu. Nie zdążył ich zauważyć. Przygnieciony ich ciężarem upadł na ziemię. Silne uderzenie ćwiekowaną rękawicą rozrzuciło dwa demony. Cudem nie został pogryziony. Przy upadku zgubił pistolety więc nie był w stanie szybko pozbyć się atakujących. Jeden z demonów skierował łeb w jego stronę i kłapnął paszczą. Kawałek drzewa obok bohatera został wygryziony i znalazł się w pysku potwora. Ratowały go jedynie uniki. Czekał na dogodny moment by podbiec do jednej z tych bestii. Szczęście dziś mu sprzyjało. Po kolejnym uniku znalazł się za plecami jednego z demonów. Drugi stwór wypluł kawał ziemi i patrząc się prosto w oczy łowcy ponownie kłapnął paszczą. Chris zdążył się schylić. Posoka trysnęła. W paszczy demona pojawił się spory fragment szyi drugiego potwora. Anioł dostrzegł jeden z pistoletów. Szybki ruch skrzydłami i znalazł się obok broni. Szybki strzał dobił krwawiącą bestię. W tym samym momencie poczuł jak ostre zęby wbijają mu się w prawą dłoń. Ból był nie do opisania. Mocne uderzenie rękawicą zwaliło potwora z nóg. Krew przeciekła przez ubranie. Szybko podniósł ze ściółki broń lecz upływająca krew powodowała, że nie był w stanie skupić się na dokładnym wycelowaniu. Strzelił. Chybił. Bestia zaatakowała ponownie. Tropiciel nie miał siły się nawet bronić. Przysiadł na ściółce i czekał na atak. Trucizna zawarta w ślinie demona zaczynała działać. Nawet anioły nie są na wszystko odporne. Zamiast wycia zwycięstwa usłyszał ledwo skowyt mordowanej bestii. Skupił wzrok i uniósł broń. Z trudem rozpoznał osobę, która go uratowała. To była śniąca mu się od wielu miesięcy diablica.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz