piątek, 20 lutego 2015

Tropiciel część 3

Nie był mordercą do wynajęcia. Chociaż niektórzy go za takiego uważali.  Sam siebie też uważał za mordercę. Za zimnego profesjonała, zabijającego wszelkie zło jakie spotka na swojej drodze. A jednak jego natura nie pozwalała mu zabijać każdego demona. To był paradoks, którego sam nie rozumiał. Po ostatnim polowaniu wrócił do swojego wynajętego mieszkania. Pistolety były dobrze schowane pod skórzaną kurtką, ponieważ przypięte do ud za bardzo rzucały się w oczy. Nikt nie miał prawa ich widzieć. Jego dom nie był luksusowy. Salon był połączony z sypialnią. O ile można tak nazwać pomieszczenie gdzie znajdowała się stara kanapa. Kuchnia też pozostawiała wiele do życzenia. Stara umywalka, stół zawalony papierami, kilka krzeseł, parę szafek i duża pusta lodówka. Łowca nie odczuwał głodu, dlatego z tego pomieszczenia stworzył sobie coś na styl gabinetu.  Mała i skromna łazienka zawierała tylko najpotrzebniejsze sprzęty w tym prysznic i toaletę. Kafelki były w opłakanym stanie, jednak warunki wystarczały by utrzymać niezbędną higienę. Wszędzie panował okropny nieład.  Chris dużo nie potrzebował.  Często przyglądał się sobie w lustrze zastanawiając się nad sensem jego działań. Polował na demony i odsyłał je w należne im miejsce. Świat był dzięki niemu bezpieczniejszy. Niestety nie posiadał zmysłów mówiących o tym gdzie i kiedy dany demon wychodzi z Wyłomu. Reagował tylko na ludzki strach. To, co cieszy demony było dla niego alarmem. Często zdarzało się, że bezsilna policja prosiła go o pomoc w śledztwie. Zawsze odmawiał. Nadszedł czas obmycia się z krwi demona. Ściągnął koszulkę i przyjrzał się mięśniom. Był bardzo dobrze zbudowanym mężczyzną a sylwetki mógł mu zazdrościć nie jeden człowiek. Jego plecy szpeciły dwie blizny ulokowane równo na łopatkach. Znamiona po skrzydłach.  Nie mógł ich nosić cały czas. Wyrastały mu podczas przemiany. Teraz był zwykłym człowiekiem mającym swoje problemy i zmartwienia. Anielską formę mógł przybrać tylko w walce.  Poza tym nie miał innych blizn. Ubrania rzucił do pralki sam zafundował sobie miły, gorący i odprężający prysznic. Chwilę trwało zanim kompletnie się uspokoił. Ten rok był bardzo trudny. W małym miasteczku o nazwie Granville nigdy nie miało miejsca aż tyle zbrodni.


Brak komentarzy: