czwartek, 26 lutego 2015

Tropiciel część 9

- Sam zwierzchnik Ameretat zstąpił na ziemię by ze mną pomówić. Czym zasłużyłem sobie na taki zaszczyt? – Chris sprawiał pozory osoby zaskoczonej chociaż doskonale znał powód wizyty protektora.
- Kłamstwo i sprawianie mylnych pozorów nie przystoi aniołowi. – Przybyły mężczyzna był niski, na oko miał nie więcej niż 165 cm, proste czarne włosy sięgały mu do ramion a niebieskie oczy przeszywały Chrisa. Sprawiał wrażenie osoby, która przeżyła na ziemi nie więcej niż pięćdziesiąt lat, chociaż łowca wiedział, że jego gość był tysiące razy starszy niż się wydawał. Głos przybysza był melodyjny, iście radiowy.
- Wiesz dlaczego przybyłem do Ciebie tropicielu. Znasz swoje powołanie. Ostatnio wypuściłeś sukkuba żywego. To niedopuszczalne. Niezgodne z powołaniem. Mam nadzieje, że to ostatnia chwila słabości.

- Oczywiście. – Lekcja pokory. Wiedział że czeka go ostra reprymenda. Przeliczył się.  Jego cherubin nie rozwodził się nad wątpliwościami walki dobra i zła. Rozkaz był prosty. Bezwzględnie wyeliminować demona.
Kolejny raz ten sam sen. Koszmar męczył go od tygodni. Za każdym razem wyglądał tak samo.

Dwa anioły goniły ją po nieboskłonie. Wiedziała, że w powietrzu nie da im rady. Z jednym, niedoświadczonym dała by sobie radę. Z dwoma nie miała najmniejszych szans. Wylądowała między drzewami i rozpoczęła karkołomną ucieczkę po stromym zboczu. Tropiciele nie odpuszczali. W demonicznej postaci ściągała ich uwagę, jednak w ludzkiej skórze nie dała by im rady. Teleportacja nie wchodziła w grę. Nie miała już siły. Po lewej stronie za wykrotem zauważyła jaskinię. Bez wahania zmieniła kierunek biegu udając się do pieczary. Wiedziała, że musi postawić wszystko na jedną kartę. Pościg  był kilkadziesiąt metrów za nią wiec w biegu przybrała ludzką postać. Dopadła do groty Zapanowała cisza. Była pewna, że widzieli gdzie uciekła. Znalezienie jej to kwestia czasu. Zbierała energię. Może uda się jeszcze uciec.  W ludzkiej postaci szybciej kumulowała się moc. Jeszcze moment i uda jej się przenieść na drugi koniec świata. Zimno przeszyło jej ciało. Powoli spojrzała na swój brzuch. Z jego wnętrza wystawały trzy długie na łokieć kolce. Została przebita trójzębem. Świat zwolnił. Upadając widziała dwóch tropicieli z białymi skrzydłami. Ostatni widok w jej życiu. Kolejny sen. Wiadomości. Data wskazywała na dwudziestego października „Pociąg wykoleił się przy Ylinesad. Co dziwne po prostu brakuje kawałka torów. Pobieżne oględziny wskazują na kradzież szyn kolejowych przez złomiarzy. Co ciekawe wcześniejszy pociąg jadący tą samą trasą trzydzieści minut temu nie napotkał żadnych przeszkód. To były fakty o godzinie dwudziestej trzeciej. Specjalnie dla Granville Domesky”.


Brak komentarzy: